wtorek, 13 października 2015

Wszystkich Świętych 3/4

Sobota, 31 października

– Kasiu, pojedziesz ze mną do sklepu, prawda? – Tata zajrzał do pokoju. – Bo ja się boję, że źle kupię i mama będzie znowu zła.

– Jasne. Rozmawiam z koleżanką, ale mogę skończyć w każdej chwili. Daj znać, jak będziesz gotowy.

– To ja tylko skończę sprzątać w garażu i wyjadę przed bramę. Zawołam cię.

– Co robisz? – spytała Dorotę przez komunikatorek.

Dorota zdjęcia segreguję. Wiesz obiecałam sobie, że na te święta przygotuję dla nas wspomnieniówkę.

Kasia co?

Dorota wspomnieniówkę. zdjęcia moich rodziców, moje z dzieciństwa, ze chrztu Niki.

Kasia fajnie :)

Dorota pożyczyłam z pracy rzutnik

Kasia na wszystkich świętych? Na zdjęciach będą ci, których odwiedzacie na grobach?

Dorota nie tylko. bo przecież moi rodzice, to także ja, no nie? znaczy, nie tylko oni sami, ale też to co po nich zostało. nie chcę tego rozdzielać.

Kasia w sumie słusznie

Dorota żywi i martwi się przeplatają

Kasia ale ty jesteś mądra!

Dorota no co ty. Teraz czuję się strasznie głupia, bo nie mogę się zdecydować, czy dać też zdjęcie Tadeusza

Kasia kogo?

Dorota mojego byłego. Ze ślubu. W końcu to Niki ojciec, nie?

Kasia głupi problem, rzeczywiście.

Dorota i w końcu mieliśmy ileś tam naprawdę dobrych lat. I przecież go kochałam. I on mnie kochał.

Kasia dziwnie, że tak mówisz.

Dorota no bo kochał. Ludzie się zmieniają, miłość się zmienia, wiesz. Ale nie mówmy już o tym. Jak tam ten twój?

Kasia przysłał brata ze zwolnieniem lekarskim

Dorota jako usprawiedliwienie?

Kasia nie, żebym zaniosła. Powinnam przestać o nim myśleć. Ale nie mogę.

Dorota aż tak poważnie?

Kasia myślę o nim cały czas. szukam go na korytarzu. Zmieniłam grupę z angielskiego, żeby być z nim.

Dorota ojej.

Kasia nauczyłam się tak zostawiać sweter albo torbę na obiedzie, żeby było wolne miejsce

Dorota :)

Kasia a on ciągle nic!

Dorota to rzeczywiście dziwne

Kasia ale może ja przesadzam?

Dorota znaczy, za bardzo mu się narzucasz?

Kasia nie, odwrotnie. Bo ja myślę, że chłopak powinien zacząć pierwszy, no nie?

Dorota powinien.

Kasia i nie powinien wiedzieć, jak bardzo mi się podoba. no więc jak coś zaczyna mówić, to ja mówię, że byłam ostatnio z Krzyśkiem na pizzy. albo jak go zobaczę na korytarzu, to tak mi głupio, że go szukałam, że się pytam, czy nie widział Pawła.

Dorota :)

Kasia albo jak sobie myślę, że ma najcudowniejsze oczy na świecie, to mówię, że w dzisiejszych czasach już nie ma żadnych fajnych chłopaków. albo jak się robi jakoś tak romantycznie to zmieniam temat na zadanie z angielskiego

Dorota chyba przesadzasz.

Kasia naprawdę tak robię.

Dorota wierzę. Właśnie o to mi chodzi. Myślę, że to co robisz, to przesada.

Kasia tak myślisz :(

Dorota mówisz, że to porządny chłopak?

Kasia tak

Dorota wiesz, porządny chłopak nie będzie się narzucał dziewczynie, która jest zainteresowana innym.

Kasia ale przecież ja się za nim uganiam!

Dorota uganiasz? a skąd on ma to wiedzieć? co on duch święty?

Kasia myślisz, że to nie widać?

Dorota myślę, że nie.

***

– Kasiu – tata pojawił się na progu z zakłopotaną miną. – Ona nie chce zapalić. Nie mogę nawet wyjechać z garażu.

Kasia westchnęła. Samochód był stary i lubił psuć się w nieoczekiwanych momentach. Dobrze, że w tym roku nigdzie się nie wybierali na pierwszego listopada.

– Nie martw się. Pojadę kolejką. I autobusem.

– Ale to daleko

– Poradzę sobie, nie przejmuj się, tatku. Mama cały wieczór tylko o tej tablicy opowiadała, głupio byłoby ją rozczarować. Zresztą, zobacz za oknem, jaka piękna jesień. Chętnie rozruszam kości, cały tydzień tylko siedzę i siedzę.

– Ale mama za dwie godziny wraca...

– Już, już jadę. Nie martw się. Poradzę sobie.

***

Wracając Kasia wybrała rzadziej używaną drogę ze stacji. Po tej stronie nie było piaszczystej szosy dla samochodów, tylko obsadzana drzewami ścieżka. Trochę dłuższa trasa, ale przecież nie miała ciężko. Pomimo że torba się trochę porwała, zakup spokojnie dawał się nieść w jednym ręku nawet bez opakowania. Nie spieszyło jej się. Wbrew obawom taty, nie uważała, by dostarczenie tablicy było najpilniejszym zadaniem na świecie.

Cały czas myślała o tym, co powiedziała Dorota. W zadumie usiadła na brzegu ławki, na dworze zrobiło się coraz ciemniej, a jej myśli były coraz bardziej zagmatwane. Może rzeczywiście popełniła błąd? Może jej zachowanie to nie była wcale duma, tylko głupota? Może...

– Szukałem cię – aż podskoczyła na dźwięk głosu Adama. Przez chwilę zastanawiała się, czy to naprawdę on, czy też może wytwór jej wyobraźni.

– Nie jesteś chory? – spytała, a on tylko machnął ręką i usiadł na ławce.

– Słyszałaś, że Krzysiek Olesiak nie żyje? Ten mój sąsiad.

– Nie... Przykro mi...

Znowu machnął ręką.

– To nie tak, prawie go nie znałem, tyle, że go czasem widywałem przez okno. Wukadka go potrąciła, zaszalał na jakiejś imprezie i potknął się na torach.

– A! Słyszałam, mama mi mówiła.

– No. Ale, widzisz, jak Bartek mi o tym opowiadał... – zamilkł na chwilę. – Tak sobie nagle pomyślałem... Bo tak dookoła mnie te znicze stały. – Znowu chwila milczenia. Adam zaczął się bawić pudełkiem z kredą, rozerwał folię chyba nie do końca zdając sobie sprawę z tego co robi. – Pomyślałem sobie, że ja mógłbym... Zanim... I że nigdy bym... No, pomyślałem sobie, że trzeba spróbować.

Ze zdziwieniem spojrzał na białe kawałki kredy, tak jakby widział je pierwszy raz w życiu i tknięty nagłą myślą chwycił tablicę leżącą pomiędzy nimi. Zdecydowanym ruchem napisał na środku ogromną literkę "K" i spojrzał na Kasię pytająco. Wzięła do ręki deskę, chwyciła jakiś inny kawałek kredy i, niepewna, czy dobrze rozumie jego intencje, w miejscu kanciastego "K" narysowała kształtne "O". Nie miała nawet odwagi spojrzeć w górę. Adam uśmiechnął się i zamazał palcem kawałek po prawej stronie. Dziewczyna starannie wymazała resztę, tym razem wyjętą z kieszeni chusteczką higieniczną i wykaligrafowała duże H. Uśmiechając się już dużo bardziej pewnie, Adam połączył pionowe kreski łukiem. Kasia zastąpiła całość literką M.

"C". "I". "Ę".

Czując się jak we śnie wzięła tabliczkę, narysowała na niej dużą strzałkę wskazującą na Adama i położyła ją pomiędzy nimi. Szybko dorysował grot w drugą stroną. Spojrzeli na siebie z ponad tego znaku wzajemności i wiedzieli, że wszystko inne nie ma znaczenia.

***

– Adaś, Adaś, jesteś tu? – zasapana kobieta zatrzymała się na ścieżce. Przejeżdżający pociąg omiótł światłami całującą się parę. Adam zaczerwienił się na widok swojej matki.

– Dzień dobry – szepnęła Kasia z przyzwyczajenia.

– Dzień dobry – odpowiedziała tamta niepewnie, ale już za chwilę jej zmieszanie całkiem minęło i ciągnęła dalej z wyraźną nutką pretensji – Tata już wyprowadził samochód na podjazd, dawno powinniśmy jechać, wiesz jak on nie lubi, jak jedziemy nocą. Ciocia Grażynka dzwoniła, czekają na nas.

– Już idę, Muniu, już idę. Spakowałem się już, wrzuciłem plecak do bagażnika.

– Nie wiedzieliśmy, gdzie jesteś. Nie wziąłeś ze sobą komórki.

– Rozładowała mi się.

Spojrzał na Kasię:

– Mieliśmy już pół godziny temu jechać do Łodzi. Nie mogłem cię znaleźć – jeszcze raz uścisnął jej rękę, szepnął "Pamiętaj!" i dołączył do swojej matki.



Czytaj dalej

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz